Przejdź do treści głównej

Miejsca

Rakowiecka 37, Centralne Więzienie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Warszawa I

Rakowiecka 37, Centralne Więzienie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Warszawa I
Rakowiecka 37, Centralne Więzienie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Warszawa I

Budowę Więzienia Poprawczego w Mokotowie rozpoczęto 26 września 1902 r. Oficjalne otwarcie nastąpiło w obecności ówczesnego gubernatora warszawskiego Dymitra Mikołajewicza Martynowa 24 listopada 1904 r. [1] Położony przy drodze Rakowieckiej, ok. 6 hektarowy teren więzienia, podzielono wówczas na trzy rejony: wzniesiony na planie krzyża gmach główny, szpital oraz dom mieszkalny dla administracji i pracowników więzienia. Gmach główny podzielony był na dwie części. W pierwszej, mieściła się kancelaria, pokój przejściowy dla nowych więźniów oraz pokój widzeń. Zaś w drugiej, na piętrach budynku mieściły się przeznaczone dla 800 więźniów cele. W suterenach budynku znalazły swoje miejsce: kuchnia, piekarnia i pomieszczenia magazynowe. W dalszej części suteren znajdował się karcer oraz warsztaty: stolarski, szewski, krawiecki i introligatorski. W budynku szpitala (ok. 40 łóżek), w którym wydzielono oddział zakaźny, znajdował się warsztat ślusarski, kuźnia i pomieszczenia magazynowe. Nieopodal znajdował się budynek papierni. Na terenie więzienia istniała kaplica katolicka, cerkiew i sala modlitw dla żydów. Cały teren więzienia był zadrzewiony. W sierpniu 1915 r. Warszawę opuściły wojska rosyjskie a ich miejsce zajęły armia niemiecka. Nowe władze okupacyjne ustanowiły Cesarsko-Niemiecką Dyrekcję Więzienną, której podporządkowano wiezienie mokotowskie nadając mu nazwę „Więzienie Karne w Mokotowie”. Zamiana okupantów drastycznie wpłynęła na warunki przetrzymywania więźniów oraz zaostrzenie stosowanych metod śledczych. Niemcy zmodernizowali m.in. karcery w ten sposób, aby przetrzymywani w nich nago więźniowie kaleczyli sobie ciała o ostre elementy ścian i podłogi[2]. Przejęcie więzienia przez władze polskie nastąpiło 1 września 1918 r. W odrodzonej Polsce więzienie mokotowskie było jednym z największych i najcięższych zakładów karnych. Teren więzienia otoczony był ceglanym murem. Na teren więzienia można było dostać się trzema bramami położonymi od strony ul. Rakowieckiej. Ze względów bezpieczeństwa wybudowano w miejscach newralgicznych wieżyczki wartownicze. „Główny budynek więzienny przyozdobiony był pseudogotyckim portykiem i zwieńczony wieżyczką z krzyżem”. Budynki więzienne podzielone były na dwanaście oddziałów, wliczając w to szpital i tzw „klatki”. Oddziały mieszkalne składały się z „63 cel wspólnych, w tym 9 cel szpitalnych, 157 cel pojedynczych, do których wliczone były 72 klatki oraz 12 karcerów”[3]. Oświetlenie w celach było elektryczne. Opiekę lekarską, więźniowie mieli zapewnioną w przywięziennym szpitalu. W początkowym okresie posiadał on 36 miejsc na dwóch oddziałach: ogólnym i zakaźnym. W celu zapewnienia samowystarczalności w jak największym wymiarze, na terenie więzienia działały warsztaty: szewski, krawiecki, introligatorski, ślusarski, stolarski. Funkcjonowała kuchnia, piekarnia, pralnia, kuźnia, kotłownia i elektrownia. Podobnie jak w okresie zaborów, więźniowie mieli do dyspozycji kościół katolicki, cerkiew i salę modlitwy dla żydów. Wybuch II Wojny światowej w sposób diametralny zmienił sytuację w więzieniu. Dekretem Prezydenta RP o amnestii, od 2 do 8 września zwolniono znaczną część więźniów. Pewną grupę ewakuowano w kierunku wschodnim. Nieliczni pozostali w więzieniu. Zwolniono również część funkcjonariuszy, których W czasie bombardowań, uszkodzone zostały niektóre budynki więzienia. 28 września 1939 r. do Warszawy wkroczyły wojska niemieckie, które od razu przejęły zarządzanie więzieniem. Przetrzymywano w nim wówczas m.in. bohaterskiego prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego oraz grupę oficerów wojska polskiego oskarżonych o okrucieństwa wobec dywersantów niemieckich podczas kampanii wrześniowej. Więzienie mokotowskie jako jedyne z warszawskich więzień zachowało swoją przedwojenną specjalizację – więzienia dla przestępców kryminalnych. Jako jedyne podlegało niemieckiej policji kryminalnej „Kripo”. Ta część Mokotowa, w której zlokalizowane jest więzienie, znalazła się w okresie okupacji w tzw. „dzielnicy niemieckiej”. Niemal wszystkie budynki wokół więzienia były zajęte przez wojska niemieckie. Podczas Powstania Warszawskiego polska akcja zbrojna, wobec miażdżącej dysproporcji sił i środków, załamała się już pierwszego dnia. Choć dowodzeni przez ppor. Kazimierza Grzybowskiego ps. „Misiewicz” żołnierze AK zaatakowali więzienie, po kilku godzinach walki z siłami SS zostali odparci. W więzieniu przetrzymywanych było wówczas ok. 800 więźniów, w tym 41 nieletnich[4]. Jednak ich los był już przesądzony. Decyzją komendanta miasta generała-porucznika Stahela wszyscy mieli zostać zamordowani. W sierpniu 1944 r. teren więzienia wykorzystywany był przez Niemców jako miejsce masowych egzekucji mieszkańców Mokotowa. Budynki więzienia przez cały okres powstania pozostawał w rękach okupanta, dlatego też wkraczające do Warszawy w styczniu 1945 r. jednostki Armii Czerwonej, a wraz z nią żołnierze „ludowego” Wojska Polskiego, zastali więzienie przy ul. Rakowieckiej w niemal nieuszkodzonym stanie. Władze komunistyczne niezwłocznie wykorzystały gmach więzienia „zgodnie z przeznaczeniem”. Niestety, niewiele można powiedzieć o historii więzienia w pierwszych miesiącach 1945 r. Placówka została obsadzona przez jednostki armii sowieckiej, które stacjonowały na terenie więzienia najprawdopodobniej do połowy marca 1945 r., kiedy to została przekazana Departamentowi Więziennictwa i Obozów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Prowadzone były wówczas na terenie więzienia prace ekshumacyjne zamordowanych przez Niemców w czasie Powstania Warszawskiego więźniów i mieszkańców Mokotowa. Jednym z nielicznych ocalałych dokumentów z tego okresu jest datowane na 4 kwietnia 1945 r. pismo dyrektora Departamentu Więzień i Obozów mjr Teodora Dudy[5] skierowane do Zastępcy Komendanta [Gmachu] Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego mjr. Bronisława Trochimowicza[6] podające ilość zatrudnionych oficerów i szeregowych w więzieniach i obozach pracy woj. Warszawskiego. W pozycji 1, widnieje zapis; „Więzienie Warszawa-Mokotów 15 of[icerów] 200 szer[egowych][7]. Naczelnikiem więzienia był wówczas Franciszek Gabara[8]. Kwestia umiejscowienia więzienia przy ul Rakowieckiej w strukturach MBP jest niezwykle interesująca. Formalnie podlegało ono Departamentowi Więzień i Obozów MBP, faktycznie jednak większą częścią więzienia zarządzał, od 29 czerwca 1947 r. (tj. od momentu utworzenia) Dyrektor Departamentu Śledczego MBP Józef Różański[9]. Podlegały mu Pawilon X, XI, oraz od jesieni 1949 r. tzw. „Pałac Cudów”. Placówka była klasycznym przykładem Więzienia Śledczego, w którym poza przetrzymywaniem osób zatrzymanych odbywał się cały przebieg śledztwa. Prowadzono przesłuchania, przygotowywano akt oskarżenia, odbywały się rozprawy sądowe. „Po przekroczeniu bramy od wspomnianej ulicy Rakowieckiej, po prawej stronie widziało się Pawilon Ogólny, rozciągający się wzdłuż ulicy w kształcie litery „T”. Prawe jego skrzydło zajmowali mężczyźni, lewe przeznaczone było dla kobiet, tam też znajdował się szpital więzienny. To skrzydło wysunięte było w kierunku ulicy Rakowieckiej. W piwnicach znajdowały się cele i małe pojedynki, nad nimi dawna kaplica. Za Pawilonem Ogólnym, prostopadle do ulicy Rakowieckiej, usytuowany był Pawilon Śledczy – „Dziesiątka”. Ostatnie jego piętro stanowiły malutkie cele, stanowiące tzw. „Jedenastkę”. Na lewo od tego budynku, w końcu 1949 roku uruchomiono pawilon, w którym przeprowadzano przesłuchania. Był on połączony podziemnymi przejściami z „Dziesiątką”. Po 1950 roku Pawilon Śledczy przedłużono dobudowując z tyłu tzw. „Dwunastkę”. W celach tam znajdujących się były lepsze warunki. Siedzieli w nich ludzie z tzw. „odchylenia gomułkowskiego”, tam też przebywał Moczarski z generałem SS Stroopem. Obok „Dwunastki” stał też mały pawilon, w którym wykonywano wyroki śmierci. Skazanych za przestępstwa kryminalne i za współpracę z Niemcami wieszano. Więźniów politycznych natomiast prowadzono do specjalnej celi, a na schodach z kilku stopni otrzymywali strzał w tył głowy. Relacje te przekazywali więźniowie niemieccy, którzy często wynosili ciała pomordowanych. W późniejszym czasie celę przeznaczoną na wykonywanie wyroków śmierci urządzono w podziemiach „Dwunastki”. Miała ona już osłonę akustyczną tak, że od tego czasu nie słychać było odgłosu wystrzałów podczas egzekucji więźniów politycznych”[10]. Najbardziej ponurą sławę miał Pawilon X. Podlegał on Departamentowi Śledczemu MBP. Znajdujące się w nim cele (26 – 27 na każdym piętrze) miały wymiary ok. 2 na 3,5 m. W okresie międzywojennym przeznaczone były dla jednej osoby. W okresie stalinowskim siedziało w nich od 6 do 8 osób. W każdej celi, w rogu przy drzwiach, stał niczym nie osłonięty sedes z bieżącą wodą. Małe, zabezpieczone grubymi kratami okna znajdowały się pod sufitem, dodatkowo zabezpieczała je od zewnętrznej strony okna gruba blacha, zwana „blindą”. Łóżek w celach nie było, a więźniowie spali na siennikach rozkładanych na betonowej podłodze. Więźniowie przebywający w Pawilonie X nie byli wyprowadzani na spacery. Nie byli również prowadzani do łaźni, tak więc pierwszą kąpiel mogli odbyć dopiero po przeniesieniu do Pawilonu Ogólnego. Do jesieni 1949 r. przesłuchania odbywały się na ostatnim piętrze X Pawilonu, z którego bardzo często dochodziły krzyki torturowanych. Następnie, w specjalnie do tego celu wybudowanym pawilonie, połączonym z Pawilonem X specjalnym podziemnym przejściem, przez więźniów nazwany „Pałacem Cudów”. Znajdujące się w nim pokoje przesłuchań posiadały specjalną izolację akustyczną i wygłuszone drzwi, aby nie było słychać krzyków. Na początku 1950 r. do Pawilonu X dobudowano Pawilon XII. Podobnie jak Pawilon X, XI i tzw. „Pałac Cudów” formalnie podlegał on Departamentowi Więziennictwa i Obozów MBP, faktycznie jednak zarządzany był przez Biuro Specjalne MBP a od 31 listopada 1951 r. (data utworzenia) przez Departament X MBP. Warunki w nim panujące były o wiele lepsze niż w pozostałych pawilonach. Cele były większe i przetrzymywano w nich mniejszą liczbę więźniów, m.in. przebywali tam byli przedstawiciele władzy oskarżani o „odchylenie gomułkowskie”. Według, przetrzymywanego od 13 stycznia 1953 r. na Rakowieckiej, gen. Józefa Kuropieski[11], naczelnikiem Pawilonu XII był mjr Adam Bień[12]. Miejscem wzbudzającym największą grozę był karcer XII Pawilonu. Jeden z więźniów Rakowieckiej tak opisał to miejsce: „W końcu korytarza cela o wymiarach metr na metr, tak żeby delikwent nie mógł się położyć. Bez okna. Zastępował je malutki otwór wentylacyjny – w lecie zamykany, zimą otwierany. Powierzchnia ścian i podłogi bardzo szorstka, wykładana gruboziarnistym, ostrym żwirem. A siedziało się nago i boso. Jeszcze jeden ciekawy pomysł konstrukcyjny. Podłoga w karcu była o kilka centymetrów niżej niż próg i podłoga korytarza. ”[13]. Więźniowie skazani na karę śmierci, przede wszystkim przetrzymywani byli w kilkudziesięcioosobowych celach Pawilonu Ogólnego. Na wykonanie wyroku lub jego uchylenie więźniowie czekali zazwyczaj około 100 dni. Zazwyczaj egzekucje odbywały się w porze apelu wieczornego lub późnym wieczorem. Więźniowie mogli zorientować się, iż dzieje się coś ważnego, po zwiększonej liczbie i aktywności strażników oraz przeciągającym się czasie apelu. W okresie, gdy wyroki śmierci wykonywano w nieistniejącym dziś bunkrze za budynkiem magazynu odzieżowego, dodatkowo ci z więźniów, którzy mogli wyjrzeć przez okno na więzienny dziedziniec obserwowali rozstawionych wokół niego uzbrojonych strażników i prowadzony przez naczelnika[14] swoisty kondukt udających się za ten budynek. Był to sygnał, że odbędzie się egzekucja. Skazani na karę śmierci przebywali nie tylko w celach ogólnych, lecz również w celach pojedynczych, oraz byli przywożeni z innych więzień Warszawy, m.in. więzienia przy ul. 11 listopada. Nigdy nie było wiadomo, kto zostanie zabity. Ostatnia droga skazanego wiodła wówczas z Pawilonu Ogólnego, wzdłuż magazynu odzieżowego do bramy między owym magazynem i łaźnią. Stamtąd, do oddalonego o kilkanaście metrów bunkra. Czasami, po upływie kilku sekund słychać było pojedynczy przytłumiony strzał. Zwłoki więźniów zabitych na Rakowieckiej, nie były wydawane rodzinie. Początkowo grzebano je na łące przylegającej do cmentarza na Służewcu – jako zbrodniarzy hitlerowskich i kolaborantów. W późniejszym czasie potajemnych pochówków dokonywano na terenie Cmentarza Wojskowego na Powązkach (na tzw. „łączce”). Być może w grę wchodzą jeszcze inne, nieznane miejsca[15]. Wyroki śmierci wykonywano w więzieniu na ul. Rakowieckiej 37, w co najmniej czterech miejscach. Więźniów politycznych mordowano strzałem w tył głowy w nieistniejącym dziś bunkrze za budynkiem magazynu odzieżowego (obecnie stoi w tym miejscu budynek hotelowy Służby Więziennej). Drugim miejscem, była niewielka cela w przejściu podziemnym łączącym pawilon X z tzw. „Pałacem Cudów”[16], wybudowanym jesienią 1949 r. pawilonem przesłuchań (w chwili obecnej znajduje się tam hydrofornia). Trzecim zaś miejscem, była piwnica małego pawilonu stojącego obok pawilonu XII (obecnie w budynku tym znajdują się więzienne oddziały szpitalne). Wyroki śmierci na więźniach kryminalnych oraz zbrodniarzach hitlerowskich wykonywano poprzez powieszenie. Szubienica ustawiona była na parterze głównego pawilonu. W chwili obecnej znajdują się tam szatnie pracowników więzienia. Poza celami „KS-iaków” w Pawilonie Ogólnym mieściły się cele przeznaczone dla więźniów po wyrokach, którzy szykowani byli do przewiezienia do więzień karnych. Warunki życia w tych celach były niezwykle trudne. Przed wojną, przeznaczone dla 30 – 40 osób, po wojnie zamieszkane były przez 100 do 180 więźniów. Było tak ciasno, że w nocy, aby przekręcić się na drugi bok, trzeba było wydać komendę dla wszystkich więźniów. Na celę przypadała tylko jedna muszla klozetowa, która nierzadko służyła również jako umywalka[17]. W związku z brakiem wody, pomimo starań ze strony więźniów w utrzymaniu czystości, panował powszechny bród. Szczególnie dokuczliwe były, dotkliwie gryzące wszy i pluskwy. Latem w przepełnionych celach było bardzo gorąco i duszno, co zwłaszcza u starszych osób powodowało zawały serca. Spacery na świeżym powietrzu trwały od kilku do kilkunastu minut i to tylko dla tych więźniów, którzy nie byli karani dyscyplinarnie. Podczas spacerów, cele poddawane były rewizjom, sprawdzano młotkami kraty czy nie są podpiłowane. Częstym zjawiskiem było przeprowadzanie „kipiszów” w czasie, których rozebranych do naga więźniów skrupulatnie rewidowano. Szczególnym miejscem w mokotowskim więzieniu, były Izba Chorych i więzienny Szpital Okręgowy. To właśnie w tych miejscach, wycieńczeni długotrwałymi śledztwami oraz fatalnymi warunkami panującymi w przepełnionych celach więźniowie znajdowali pomoc lekarską. Kierowani tam byli przez lekarza ambulatorium, do którego mogli się zgłosić dwa razy w tygodniu. Przeznaczona dla 44 więźniów Izba Chorych była pierwszym miejscem, do którego kierowano osoby zakwalifikowane do dalszego leczenia w odizolowaniu od pozostałych więźniów[18]. W skład Izby Chorych wchodziły: sala męska, sala kobieca, dwie izolatki i sala dla przewlekle chorych. W większości były to osoby chore na gruźlicę. Na przełomie 1947 i 1948 r. na Izbie Chorych więźniowie przebywali od trzech do sześciu dni a następnie wracali ponownie do cel zbiorowych lub kierowani byli do Szpitala Okręgowego. Obok Izby Chorych znajdowała się tzw. cela matek, w której przebywały kobiety ciężarne oraz matki z dziećmi urodzonymi w więzieniu. Przebywający w Pawilonie Ogólnym więźniowie, o ile nie byli karani, mogli kontaktować się z rodziną. Odbywało się to w specjalnie do tego celu przeznaczonej celi, przedzielonej podwójnymi siatkami. Po środku, między siatkami, chodził strażnik, natomiast w oddzielonych częściach siedzieli więźniowie w drugiej zaś osoby, które otrzymały zgodę na widzenie. W pomieszczeniu panował ogromny hałas, natomiast samo spotkanie trwało zaledwie kilka minut. Pobyt zatrzymanego na Mokotowie trwał od kilku do kilkunastu miesięcy. W momencie uprawomocnienia się wyroku, więźniów strzyżono (również kobiety), przebierano w więzienne drelichy i przenoszono do więzień karnych. Na dworzec przewożono więźniów specjalnymi samochodami. Na dworcu zaś, pod konwojem przesiadali się do specjalnych wagonów „więźniarek”. Mężczyzn, przewożono zazwyczaj do więzień we Wronkach i w Rawiczu. Kobiety do więzienia w Fordonie i Inowrocławiu. Według niepełnych danych w więzieniu na Rakowieckiej zmarło i zostało zamęczonych około tysiąca osób. Większość z nich to żołnierze „Polski Podziemnej”, ale były wśród nich także inne kategorie osób (kilkudziesięciu zbrodniarzy hitlerowskich, członków UPA i kryminalistów – ze słynnym bandytą Paramonowem, o którym śpiewała warszawska ulica, na czele). Wśród bohaterów Polski Podziemnej zamordowanych „w majestacie komunistycznego prawa” w więzieniu przy ul. Rakowieckiej znajdują się postacie będące symbolami walki o niepodległość. Wśród straconych jest gen. August Emil Fieldorf „Nil”, szef Kedywu KG AK, płk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”, komendant Wileńskiego eksterytorialnego Okręgu AK i Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK, legendarny dowódca 5 Brygady Wileńskiej mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, przywódcy Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość z Łukaszem Cieplińskim na czele, rtm. Witold Pilecki – oficer AK, który dzięki swemu poświęceniu ujawnił prawdę o obozie w Oświęcimiu, komendant „XVI” Okręgu NZW Józef Kozłowski „Las”, dowódca 3 Brygady Wileńskiej AK por. Gracjan Fróg „Szczerbiec”, por. Lucjan Minkiewicz „Wiktor”, dowódca odtworzonej 6 Brygady Wileńskiej AK i komendant 11 Grupy Operacyjnej NSZ por. Stefan Bronarski „Liść”. Wśród zmarłych w wyniku stosowanych metod śledztwa i warunków panujących w więzieniu znajduje się m.in. legenda kresowej AK – płk Aleksander Krzyżanowski „gen. Wilk”, komendant Wileńskiego Okręgu AK.

 

Fragmenty tekstu Jacka Pawłowicza, Więzienie Warszawa-Mokotów w latach 1945-1956, W: Warszawa – miasto w opresji. Warszawa nie?pokonana, IPN, Warszawa 2010 r.

 

[1] Autorami projektu architektonicznego kompleksu więziennego byli Mikołaj Możdżeński, Henryk Julian Gay i Józef Antoni Mazurkiewicz. Budową kierował „budowniczy gubernialny” Wiktor Junosza-Piotrowski. W.M. Karpowicz, Początki Więzienia – okres do 1918 roku [w:] Więzienie mokotowskie. Historia i teraźniejszość, pod red. Marii Gordon, Warszawa 2004, s. 8.

[2] Ibidem, s. 14.

[3] W. Orlikowski, Tworzenie się systemu penitencjarnego w okresie międzywojennym [w:] Więzienie mokotowskie. Historia i teraźniejszość, pod red. Marii Gordon, Warszawa 2004, s. 20-21.

[4] W chwili obecnej dokładna liczba więźniów nie możliwa do ustalenia. Według różnych źródeł wahała się od 794 do 826 przetrzymywanych.

[5] Teodor Duda, ur. 25.11.1914 r., narodowość ukraińska, członek KPP, PPR, PZPR. Od 22.07.1944 r. Kierownik WUBP w Lublinie, od 1.11.1944 r. Kierownik Wydziału Więzień i Obozów Resortu BP i MBP, od 15.10.1945 r. Wicedyrektor Departamentu III – Zaopatrzenia MBP, od 1.04.1946 r. Wicedyrektor Szefostwa Zaopatrzenia MBP, od 20.02.1947 r. Szef WUBP w Rzeszowie, od 16.10.1948 r. Szef WUBP w Krakowie, od 1.03.1950 r. Szef WUBP w Łodzi, od 1.12.1952 r. Szef MUBP w Łodzi, od 1.06.1953 r. Zastępca Komendanta Głównego MO, od 15.10.1957 r. Zastępca Szefa Zarządu II WOP. Zwolniony 8.10.1960 r.

[6] Bronisław Trochimowicz, ur. 21.09.1904 r., obywatel ZSRR, członek WKP(b). Od 21.11.1944 r. Zastępca Komendanta [Gmachu] Resortu Bezpieczeństwa Publicznego, od 5.01.1945 r. p.o. Kierownika Wydziału Gospodarczego MBP, od 27.07.1945 r. Zastępca Kierownika Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na Okręg Dolny Śląsk, od 5.03.1947 r. Zastępca Szefa WUBP w Gdańsku, od 17.02.1950 r. Zastępca Szefa WUBP w Warszawie, od 17.02.1950 r. Szef WUBP w Warszawie. Zwolniony 15.10.1954 r., powrócił do ZSRR.

[7] Zestawienie liczbowe zatrudnionych oficerów i szeregowych w więzieniach i obozach pracy w woj. Warszawskim, MBP Departament Więziennictwa, AIPN, sygn. IPN BU MBP 1541. Po rozpoczęciu działalności w styczniu 1945 r., więzienie Warszawa-Mokotów było jednym z 11 więzień i obozów karnych, działających na terenie województwa warszawskiego. Podlegało Wydziałowi Więzień i Obozów MBP. Wszystkie osoby zatrudnione w więzieniu były funkcjonariuszami UB.

[8] Nie jest znana data objęcia funkcji Naczelnika Więzienia Warszawa-Mokotów przez Franciszka Gabarę. Funkcję tę pełnił do swej śmierci w dniu 26 maja 1946 r. Jednak z całą pewnością Franciszek Gabara nie był pierwszym naczelnikiem Więzienia. W dniach 22-26 stycznia 1945 r. obowiązki te pełnił Władysław Chmielewski. Niestety brak dokumentów uniemożliwia dokładne ustalenie tych faktów.

[9] Józef Różański (Józef Goldberg), ur. 13.07.1907 r., narodowość żydowska, członek KPP, PPR, PZPR. Od 9.09.1944 r. referent Sekcji 7 Resortu Bezpieczeństwa Publicznego, od 21.11.1944 r. Zastępca Kierownika Sekcji 7 Resortu Bezpieczeństwa Publicznego, od 1.01.1945 Naczelnik Wydziału VIII Departamentu I MBP, od 16.09.1945 Kierownik Samodzielnego Wydziału IV Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, od 1.07.1947 r. Kierownik Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Zwolniony 5.03.1954 r. Aresztowany 8.11.1954 r. pod zarzutem, że „.jako dyrektor Departamentu Śledczego MBP przekroczył granicę swych uprawnień i pełnomocnictw, wyrządzając przez to poważną szkodę interesom PRL”. W dniu 11.11.1957 r. skazany na 15 lat więzienia. Zwolniony przedterminowo 5.10.1964 r.

[10] C. Leopold, K. Lechicki; Więźniowie polityczni w Polsce 1945 – 1956, Paryż 1983, s. 22-23.

[11] J. Kuropieska, Nieprzewidziane przygody, Kraków 1988, s. 309.

[12] Adam Bień, urodzony 10.05.1914 r., narodowość żydowska, przynależność partyjna KPP, PPR, PZPR. Od 1.07.1946 r. starszy referent Wydziału I UBP m.st. Warszawy, od 1.07.1947 r. zastępca Naczelnika Wydziału I UBP m.st. Warszawy, od 1.06.1950 r. Kierownik Sekcji I Wydziału III Biura Specjalnego MBP, od 1.12.1951 r. Zastępca Naczelnika Wydziału IV Departamentu X MBP, od 15.06.1954 r. Naczelnik Wydziału V Departamentu Śledczego MBP, od 1.04.1955 r. Naczelnik Wydziału II Departamentu VII Komitedu ds. BP, od 1.12.1955 r. Naczelnik Wydziału IV Departamentu VII Komitetu ds. BP. Zwolniony 31.12.1956 r.

[13] S. Krupa; X Pawilon. Wspomnienia AK-owca ze śledztwa na Rakowieckiej”, Warszawa 1990, s. 38.

[14] Po śmierci Franciszka Gabary naczelnikami więzienia na ul Rakowieckiej byli: por. Witold Chudecki (VII – IV 1947), kpt./mjr Alojzy Grabicki (IV 1947 – III.1954), por. Tadeusz Kurzyński (od III.1954).

[15] Fakt grzebania ofiar egzekucji poza terenem cmentarza potwierdza Notatka służbowa z 25 kwietnia 1956 r. dotycząca „trybu postępowania naczelników więzień przy wykonywaniu prawomocnych wyroków kary śmierci. W części poświęconej działalności więzienia Warszawa-Mokotów zapisano: „Od miesiąca grudnia 1954 r. do 1 kwietnia 1956 r. na terenie więzienia Warszawa I zostało ogólnie wykonanych 9 wyroków k.s. a nie 5 jak mylnie poinformował Wydział Rozmieszczenia i Ewidencji CZW. Z tej liczby trzech więźniów specjalnie zostało przetransportowanych do Mokotowa z jednostek sąsiedzkich dla wykonania wyroków. […] Jeżeli chodzi o samą stronę formalną to wyroki przez rozstrzelanie dokonywane były przez jednego i tego samego dowódcę plutonu egzekucyjnego wyznaczonego przez Naczelną Prokuraturę WP. Poprzednio w latach wcześniejszych wyroki wykonywane były przez funkcjonariuszy S.W. […] Badając te sprawy w Mokotowie nasuwają mi się takie wątpliwości: a) według oświadczenia naczelnika więzienia st. insp. Kurzyńskiego, straceni więźniowie grzebani byli nie na cmentarzu, b) w żadnym wypadku nie powiadamiano rodziny o fakcie zgonu, c) nie przekazywano rzeczy własnych i dokumentów rodzinie oraz przedmiotów, które nie podlegały konfiskacie zgodnie z brzmieniem wyroku (na skarb państwa). W jednym tylko wypadku wydano rodzinie przedmioty pamiątkowe w związku ze złożoną prośbą na piśmie”. Notatka służbowa z dnia 25 kwietnia 1956 r. , AAN, Ministerstwo Sprawiedliwości Centralny Zarząd Więziennictwa, sygn. 1/12

[16] Jednopiętrowy budynek stojący z lewej strony X Pawilonu. Połączony z nim specjalnym przejściem podziemnym. W latach 40 i 50 cele tego pawilonu wykorzystywane były do prowadzenia przesłuchań. Swoje biuro miał w nim m.in. słynący z okrucieństwa wicedyrektor Departamentu Śledczego MBP Adam Humer. Nazwę budynkowi „Pałac cudów” nadali sami więźniowie, bowiem przesłuchiwane w nim osoby poddane okrutnym torturom przyznawały się „w cudowny sposób” nawet do niedopełnionych czynów odpowiadających oczekiwaniom oficerów śledczych. Mała cele tzw. „karcer”, mieszcząca się w przejściu podziemnym była jednym z miejsc, w którym wykonywane były egzekucje. Wejście do tego pomieszczenia znajdowało się obok wejścia prowadzącego na piętro budynku. Wielokrotnie prowadzonym na egzekucję więźniom mówiono, że idą na dalsze przesłuchania.

[17] S. Krupa; X Pawilon. Wspomnienia AK-owca ze śledztwa na Rakowieckiej”, Warszawa 1990, s. 13

[18] Formalnie Izba Chorych przeznaczona była dla 44 osób, jednak była to liczba fikcyjna i zbyt mała w stosunku do potrzeb. W rzeczywistości Izba Chorych zawsze była przepełniona. Tylko w październiku 1947 r. ilość chorych wynosiła 99, w listopadzie 1947 – 126, w grudniu 1947 r. – 116 natomiast w styczniu 1948 r. – 90. AIPN BU MBP 3160, Departament Służby Zdrowia MBP, Sprawozdanie z pracy Szpitala Okręgowego i Izby Chorych Więzienia Mokotów za okres 1.X.1947 – 1.II.1948, k. 1.

Odkryj więcej miejsc na Mapie

To tylko jeden z wielu punktów, które dokumentują historię. Wróć na mapę i poznaj kolejne miejsca pamięci.

Wróć do Mapy