Przejdź do treści głównej

Miejsca

[translate:Zdjęcie więźnia]

Pułtusk, Rynek 23 - dawna siedziba PUBP/PU ds. BP (1946 - 1956)

ul. Rynek 23

W czasie wojny w budynku przy Rynku 23 mieszkał starosta niemiecki. Od stycznia 1945 do wiosny 1946 roku był on zajęty przez sowiecką komendanturę wojenną, później przejęła go polska bezpieka. Budynek posiadał solidne piwnice przerobione na cele więzienne. Były one pozbawione sienników i prycz, a skazani spali na gołej posadzce. Na areszt zostały zamienione także budynki gospodarcze na tyłach kamienicy. Po 1956 roku stacjonowała tu MO, a obecnie Komenda Powiatowa Policji.

WSPOMNIENIA PANA STANISŁAWA URBANOWSKIEGO - fragmenty zamieszczone w Tygodniku Pułtuskim z 16-22 maja 2007 pod tytułem „W pułtuskim więzieniu”.

Zostałem aresztowany w sobotę 13 grudnia 1948 r. w Gimnazjum im. Piotra Skargi w Pułtusku.

Dowódcą pierwszej grupy, do której i ja należałem był Zdzisław Puchalski, ps. „Błyskawica”. Członkowie: Tadeusz Malik, Mieczysław Truszkowski, Zbigniew Niszczuk, Apolinary Matuszewski, Zbigniew Wróblewski, Artur Maciejewski, Tadeusz Romański, Stefan Tomczak, Włodzimierz Wrzyszcz, Izydor Dąbrowski, Stanisław Siemek.

Dowódcą drugiej grupy był Jacek Bełcikowski. Jego podkomendnymi byli: Ryszard Kupisz, Mieczysław Rudowski, Henryk Trzciński, Kazimierz Witkowski, Stefan Sobieraj, Jerzy Żebrowski, Jan Żbikowski.

Trzecia grupa, tzw. placówka Lubiel była pod komendą Stefana Sosnowika, ps. „Żołądź”. Członkami byli: Henryk Zwaliński, który zmarł w więzieniu, Stanisław Lesicki, Piotr Szymczak, Puścizn i jeszcze dwóch, których nazwisk nie pamiętam.

Moje śledztwo trwało codziennie przez ponad trzy tygodnie. Polegało na biciu czterożyłowym grubym kablem lub wstrząsach elektrycznych (na ręce i nogi zakładano mi przewody elektryczne). (…) Po śledztwie przewieziono nas do więzienia przy kościele św. Józefa, dawnego klasztoru oo. Reformatów.

FRAGMENTY ARTYKUŁÓW WŁODZIMIERZA BOGDANOWICZA

W lecie 1947 r. kilku uczniów uprzednio ujawnionych postanowiło zawiązać nową organizację. Liczyła w zasadzie 20 osób. Dowódcą jej został Zdzisław Puchalski ps. „Błyskawica”. (…) Drugą taką grupę liczącą 10 członków stworzył za Narwią „na Popławach” Jacek Bełcikowski. Zaczynem i rdzeniem obu organizacji byli uczniowie Gimnazjum im. P. Skargi. (…)

Aresztowania nastąpiły 12 i 13 grudnia 1948 r. i objęły grupę szkolną i zanarwiańską. Aresztantów trzymano w piwnicach urzędu bezpieczeństwa. Śledztwo trwało 6 tygodni. Do wymuszania zeznań stosowano bicie w najróżniejszych postaciach: podłączanie do specjalnej prądnicy, wieszanie głową w dół ze związanymi do tyłu rękami na kiju założonym między dwoma biurkami, przypiekanie przy rozpalonym piecyku. Zemdlonych polewano zimną wodą. Można powiedzieć, że rodzaj tortur zależał od widzimisię śledczego. Oprócz chłopców aresztowane były dwie uczennice żeńskiego gimnazjum: Maria Urbanowska i Jadwiga Mordwińska. Siedziały w oddzielnej celi i stale płakały. Płacz ten słyszeli przez ścianę z desek koledzy. (…) Szczególnie wyrafinowane metody stosowano wobec Jacka [Bełcikowskiego], któremu podłączano prąd do narządów płciowych. Genitalia miał sine i opuchnięte. Koledzy, by ulżyć jego cierpieniom, próbowali mu robić okłady. (…)

Jadwiga Mordwińska urodziła się we wsi Wójty-Trojany w dawnym powiecie pułtuskim. Ojciec jej zwany po wojnie „kułakiem” był podejrzany o sprzyjanie podziemnym organizacjom związanym z rządem londyńskim. Pewnego grudniowego wieczoru 1948 r. została wraz z ojcem aresztowana. (…) Jadwiga i jej ojciec trafili do piwnic urzędu bezpieczeństwa w Pułtusku. Co się stało z ojcem nie wiedziała. Ją zaś osadzono najpierw w niewielkim budynku na dziedzińcu. Następnym jej mieszkaniem była piwnica, do której nalano wody. Stała więc niemal do kostek w wodzie przez 24 godziny skulona, zmarznięta. (…) W czasie przesłuchania ubowcy bili ją.. Skóra na plecach, pocięta od uderzeń, zalana była krwią. (…) Śledztwo trwało siedem długich tygodni. Bicie, poniżanie, szantażowanie, schlebianie i znów bicie. (…) Zgrozą i strachem napełniały ją krzyki i jęki torturowanych mężczyzn. Do ostatniej chwili straszono ją i szantażowano 10-letnim wyrokiem za odmowę zeznań. Wreszcie przy końcu stycznia 1949 r. została zwolniona.

RELACJA PANA KAZIMIERZA WITKOWSKIEGO z 17 stycznia 2008

W 1946, jak zacząłem chodzić do szkoły do Pułtuska, a już mój brat /Tadeusz Witkowski/ tu chodził, związałem się z organizacją niepodległościową PAK – Partia Antykomunistyczna. Organizacja ta została założona przez harcerzy z Gimnazjum im. Piotra Skargi we wrześniu 1945 r. Byli to: Zdzisław Puchalski – dowódca, Czesław Sobolewski, Zbigniew Wróblewski, Tadeusz Witkowski – mój brat, Artur Maciejewski. Organizacja istniała do marca 1947 roku i rozrosła się do dużych rozmiarów, bo już w 1947r. było ok. 70 osób. W marcu, na skutek zdrady kilku członków, powzięto decyzję o ujawnieniu się. Ujawniło się ponad 30 osób. Ale już pod koniec kwietnia przez tych samych kolegów z Puchalskim na czele została założono nowa organizacja pod nazwą Grupa Operacyjna Armii Krajowej. 14 lipca 1947 r. zostaliśmy aresztowani: Heronim Jurkowski, Tadeusz Witkowski, Kazimierz Witkowski, Jan Żbikowski. Mnie i Żbikowskiego zwolnili po miesiącu, byliśmy małoletni i nie przyznaliśmy się do stawianych nam zarzutów. Brata nie zwolnili, gdyż znaleźli przy nim broń. Po tym już w nic się nie angażowałem, brat już siedział. Ale ja miałem cały arsenał broni, porozumiałem się więc z Puchalskim, żeby on tę broń zabrał, co też zrobił. 12 grudnia 1948 r. pod pozorem, że zrywali plakaty na mieście aresztowali Puchalskiego, Malika – dwóch. Od tego się zaczęło, a do świąt aresztowali 32 osoby, osądzili z tego 28 osób: 15 w Pułtusku, a 10 w Warszawie na Koszykowej. Mnie aresztowali 28 XII 1948 r. Rozpoczęło się więzienie. Wcześniej siedzieliśmy ze dwa miesiące na UB w piwnicach przy Rynku 23. Tam, gdzie dzisiaj jest policja. Przy pierwszym aresztowaniu najbardziej agresywni funkcjonariusze w wymyślaniu tortur to byli: śledczy Zygmunt Magalski i Czesław Smyk. Raz udało mi się usłyszeć, jak do siebie mówili „Co za twarde gnoje, ale ja ich skurwysynów pozabijam”. I ja w to uwierzyłem, bo wszystko na to wskazywało, bo jak rozpoczynał przesłuchanie to demonstracyjnie wyciągał z kabury pistolet, przeładowywał, kładł na biurku i mówił: „tylko nie próbuj sztuczek”. Największe męczarnie przechodził Jurkowski, ciało na plecach, rękach, nogach było jedną wielką raną. Jeszcze gorsze było podłączanie do prądnicy czy ściskanie paznokci w drzwiach. Ale zawsze trzeba było mieć to na uwadze, że każdy przy przystąpieniu do organizacji składał przysięgę na wizerunek Chrystusa – choćby przyszło zginąć, nie zdradzę. W piwnicy nie było słomy. Drzwi były z pojedynczych desek, ale chyba z mokrych, bo były szpary. Światło było tylko na korytarzu, więc w celach był półmrok. Cele były po obu stronach korytarza, a w rogu była duża cela i tam siedziało 10 osób. Najpierw siedziałem w podwórzu w drewnianym budynku, ale obecnie to inaczej wygląda. Raz dziennie wypuszczali nas do ustępu, był od ul. Szkolnej.

Odkryj więcej miejsc na Mapie

To tylko jeden z wielu punktów, które dokumentują historię. Wróć na mapę i poznaj kolejne miejsca pamięci.

Wróć do Mapy