Inną ofiarą tych operacji [tj. łapanek był ] taki dość postawny, o czerstwym wyglądzie, oficerskiej postawie pan, którego wprowadzono do piwnicy. Był w butach z cholewami w kożuszku krytym materiałem w kratę. Wobec nas powiedział, że nazywa się Miński i przyjechał ze Śląska do Warszawy, bo tam szuka śladów rodziny. Wieczorem zabrano go na przesłuchanie, na śledztwo na górę. Przesłuchania odbywały się na Strzeleckiej nocą, nastawiano wtedy kilka odbiorników radiowych na głośną muzykę, żeby nie było słychać jęków, krzyków ludzi nieludzko katowanych. Po kilku godzinach, po przesłuchaniu został wpędzony z powrotem do piwnicy, straszliwie pobity, całe uda pośladki, plecy miał sine. Pułkownik Marszewski, […] najstarszy w celi z nim rozmawiał. Potem mi powtórzył przebieg tej rozmowy. Otóż NKWD chciało się dowiedzieć, kim naprawdę jest Pan Miński. Katowali go w nieludzki sposób, aby się przyznał do jakiej organizacji należy i po co przyjechał ze Śląska do warszawy. Powiedziano mu, że dostanie 200 batów. Wymierzono mu karę wstępna 200 batów, miał sobie wybrać pałkę i tą pałą okładało go leżącego dwóch bojców, inni stali na rękach i nogach. Dodatkowo nakazano mu liczyć, gdyż jak się pomyli mieli zacząć od nowa. […] Następnego dnia również wezwano go na przesłuchanie i wymierzono mu 200 pałek. Wpędzono go do piwnicy, położył się na miale węglowym na słomie na brzuchu. Myśmy próbowali mu robić okłady na fioletowo – sine, krwawe plecy i podudzia. Trzeciego dnia po otrzymaniu 200 pałek około północy, leżąc obok mnie […] on na chwilę obrócił się na wznak, spojrzał przez chwilę tak przytomnie na mnie, ja jego trzymałem za rękę, i odezwał się: Chłopcze powiedz mi, dlaczego Ty jesteś taki dobry dla mnie i jak masz na imię. […] Krótko potem dostał charakterystycznej czkawki przedśmiertnej, stężał i zmarł. […] Po pewnym czasie wszedł oficer z bojcem, coś tam między sobą pogadali, bojec chwycił za nogi zmarłego, wyciągnął go na zewnątrz i tak w naszej świadomości skończył się jego los.