Osadzono nas w piwnicy. Było w niej dużo młodych ludzi. Niechętnie opowiadali, za co i kiedy zostali aresztowani, ale szybko poznaliśmy się „przez skórę”, że to są AK-owcy. W pomieszczeniu ciasno i duszno. Do snu układamy się na podłodze, ale dla wszystkich jednocześnie jest za mało miejsca, więc część musi stać. Około północy następuje zmiana. Okropny zaduch. We śnie budziłem się z wrażeniem, że spadam w przepaść. Wyżywienie jeszcze gorsze, niż było we NKWD [w Lublinie], zupa z obierzyn buraczanych, jedna puszka litrowa na czterech, kilogramowy bochenek chleba na pięciu. Brak łyżek. Nikt się nie myje, pocimy się z gorąca, niesamowity smród. Stale przybywają aresztowani, a nikogo nie ubywa.