Przed budynkiem stał Halicki w cywilnym ubraniu. Zaprowadzili mnie do pokoju, oferując mi współpracę, bym wskazał magazyny AK i członków AK. Obiecywali mi mieszkanie w Warszawie dla mnie i mojej rodziny. Odmówiłem twierdząc, że nie ma magazynów i nie wiem, gdzie przebywają AK-owcy. Dali mi 24 godziny do namysłu. Przetrzymywali mnie w piwnicy znajdującej się w tym budynku. Był tam jeden porucznik z wojsk pancernych, chyba Hildeborn. Zabrali mnie do pokoju przesłuchań. Gdy odmówiłem, zaczęło mnie bić pięciu ubowców. Mieli przerwać, gdybym się zgodził na współpracę. Do koło dwa tygodnie nocami zabierali mnie z piwnicy do pokoju, gdzie bili mnie butami, kopali. Po pierwszych dniach bicia miałem opuchliznę płuc, miałem dwa żebra połamane. Zrosły się krzywo bez udzielenia pomocy medycznej. Hildeborn miał bandaż i opasał mnie nim. Siedział on w tej piwnicy przez kilka miesięcy.