W stosunku do pozostałych trzech Janka Jaworskiego, Wiktora Rękawka i Mieczysława Rękawka zastosowali blef. Każdemu z osobna mówiąc, że wiozą ich do domu – odstawili do więzienia Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego na ulicę Środkową róg Strzeleckiej. Na ulicy Środkowej zamknęli w piwnicy, w kojcach zbitych z desek, każdego osobno z innymi więźniami, wśród których znajdowali się nawet VD. W więzieniu tym było bardzo tłoczno. W każdym kojcu 2 metry na 1,5 upchanych było 6-8 osób. W tych warunkach spanie było możliwe tylko na boku, bo [dla] innej pozycji nie było miejsca. Żadnych przedmiotów do siedzenia ani innych urządzeń, wprost na gołej ziemi w barłogu. Karmienie stosowano tylko symboliczne to znaczy raz na dzień trochę zupki jałowej z brukwi lub podobnej albo kawałek chleba 10-15 dkg. Porównując warunki więzienne na ulicy Środkowej z poprzednimi nasuwał się wniosek, że zostaliśmy potraktowani jako gnój niepotrzebny z przeznaczeniem na zagładę. […] Funkcjonariusze więziennego nadzoru drwili i szydzili sobie z nas. Chcąc nam dokuczyć moralnie często przyśpiewywali: „chłopcy z AK, siedzimy w ciemnej celi, nie ogoleni, nie ostrzyżeni i diabli wolność wzięli”.