Zawieźli nas do urzędu wojewódzkiego, który mieścił się róg Środkowej Strzeleckiej na Pradze. Zastępcą komendanta wojewódzkiego był Światło, Żyd, który przyszedł ze wschodu. Wtedy był jeszcze w randze porucznika czy podporucznika, był zastępcą komendanta. Poprowadził mnie do niego na przesłuchanie. Pyta to, śmo, tamto. Mówię, wpadłem, szedłem tam. Powiedziałem, że mnie bili w Niemczech na robotach. Kolega powiedział, że jak będziemy już w Warszawie, to żeby przyjść. On tam mieszka, żeby się odwiedzić i tak dalej. Miałem jakąś kartkę przed sobą i pyta, a ja nie wiem, nie wiem, nie wiem. No to buch, buch w gębę. Nie chcę kląć, bym sukinsyna... To był dom prywatny. Ludzie wysiedli i w piwnicach były cele. Normalnie w lokatorskich piwnicach. Ziemia, siennik. Tej nocy mnie trzy razy wzywali, no i baty, baty, baty. Na drugi czy trzeci dzień, w końcu korytarza był kibel, otwieram drzwi, patrzę, kolega siedzi. Jądra tak spuchnięte. Mówi, "Janusz, przyznaj się do wszystkiego, bo zrobią z tobą to, co ze mną. Marynarz wszystko wykapował. To jeden z naszych był. Też został złapany" Na Środkowej żeśmy siedzieli chyba ze dwa, trzy tygodnie. Potem do więzienia na ul. 11 listopada. W listopadzie miałem rozprawę. W więzieniu.