Weszliśmy do naszego auta z delegatem, nie widząc wcale Okulickiego. To wszystko było coraz bardziej zastanawiające. Jechaliśmy w stronę Warszawy, przez Gorce od Szosy Wolskiej, wśród strasznych spustoszeń tej dzielnicy. Dalej Chłodną, obok ruin Kościoła Świętego Boromeusza, dalej Plac Żelaznej Bramy, Plac Teatralny, do Krakowskiego Przedmieścia, do Karowej przez most wysokowodny na Pragę, ulicę Środkową, do NKGB, do dużego budynku, widać świeżo wykończonego. Obaj z delegatem, bez Okulickiego, weszliśmy na pierwsze piętro. Tutaj nas rozdzielono, odprowadzając delegata do jednego z tamtejszych pokojów. Mnie kazali iść na drugie piętro i tam do pokoju biurowego,w którym oprócz dużego stołu i biurka oraz tapczanu pod ścianą znajdowało się kilku urzędników rosyjskich na cywila i w mundurach sowieckich, wśród nich jeden Rosjanin w mundurze polskim o dystynkcjach kapitańskich. Proponowano bym usiadł, mniej więcej w sąsiedztwie tapczanu na krześle. Urzędowano dalej, nie zwracając na mnie żadnej uwagi. Zaczęło się długie oczekiwanie, zmierzchało się, czyli że mój udział w zebraniu Rady Jedności Narodowej o godzinie 16.00 stał się bezprzedmiotowy. Pozostawało dobić się kategorycznie dowodu odnośnie pytania, czy zostałem aresztowany. W tym celu zwróciłem się z pytaniem o wskazanie ustępu. Po porozumieniu się obecnych oczyma, bodaj kapitan, rozejrzawszy się po przedpokoju i podeście, sprowadził mnie do ubikacji, w której stanął tuż za mną. A zatem aresztowanie było faktem. Jednocześnie z tą świadomością stanęła przed oczami sama ubikacja, przedstawiająca się jako nieprawdopodobna kloaka. A więc sedes był z czubem zafajdany, stanowiąc jakiś potworny stożek spływającego po bokach łajna. Wanna zaś była po brzegi wypełniona również cuchnącym łajnem.